Chyba w życiu nie używałam tak długo jednego kremu. 7 miesięcy, dacie wiarę? Zdążyłam się nim potwornie znudzić i z całą pewnością nieprędko do niego wrócę, jesli w ogóle.
Producent zaserwował nam megapojemność- bo aż 30 ml; i megawydajność- mała kropka wystarczy na wmasowanie go w dolne i górne powieki. Krem zapakowany jest do zwykłej, miękkiej tubki i na początku nie ma problemu z jego wydobyciem. Problem zaczyna się pod koniec użytkowania- trzeba pukać, stukać, potrząsać zamaszyście i wreszcie rozciąć, aby wydobyć jego resztki. A te wcale resztkami nie są, bo można wygrzebać ich jeszcze na jakiś tydzień. Krem stoi rozcięty, dostaje się do niego powietrze i jełczeje- ja tego nie lubię, bo to nieekonomiczne i niehigieniczne. Zdecydowanie wolę słoiczki.
Produkt polecany jest do skóry wrażliwej, mało elastycznej, skłonnej do zmarszczek, cieni i worków.
W składzie :
-olej z dzikiej róży, wyciąg z algi morskiej (1,5%), które maja za zadanie nawilżać, łagodzić, regenerować, wspomagać syntezę kolagenu
-witamina E- 1% głęboko nawilża, natłuszcza, zwalcza wolne rodniki
-ekstrakt ze świetlika- 1%- wykazuje działanie wygładzające i kojące, redukuje zasinienia
-osmopur- 1%- aktywny kompleks roślinny, który przywraca i utrzymuje optymalny poziom nawilżenia i wzmacnia funkcje ochronne skóry.
Oprócz tego gliceryna, parafina, rózne PEG'i , alkohol i cała masa innych nieludzko brzmiących nazw. Ale parabenów nie zawiera ;) Ha!
Producent zaleca nakładać go dwa razy dziennie i obiecuje, że systematyczne stosowanie wyraznie poprawi wygląd skóry.
Czy aby na pewno wyraznie?
Od kremu pod oczy wymagam naprawdę dużo- skóra pod oczami to mój newralgiczny obszar i poświęcam mu wiele uwagi, chyba najwięcej z całego ciała. Do jego zakupu skusiła mnie Pani w aptece i dobre recenzje.
Krem sam w sobie nie jest zły, ale szału nie robi. Dobrze nawilża i, faktycznie, po dłuższym stosowaniu zmniejsza trochę worki. Świetnie spisuje się pod makijażem, nie waży się, nie roluje.
Ma fajną, kremową konsystencję, łatwo się nakłada, szybko wchłania i pozostawia lekko tłustą warstewkę, którą uwielbiam.
Nie zauważyłam natomiast rozjasnienia cieni, minimalnej choćby, redukcji zmarszczek (nie posiadam ich wprawdzie wiele, ale w pewnym, ekhm..., wieku trudno ich uniknąć). Skóra pod oczami nie uległa jakieś spektakularnej poprawie, nie było efektu jak w przypadku Shiseido. Wiem, że Floslek był z 50 razy tańszy, ale co z tego? Przecież tanie wcale nie miało znaczyć złe. I złe nie jest, jedynie przeciętne, albo po prostu nie dla mnie. Myślę, że w przypadku młodszej , mniej wymagającej skóry- powiedzmy 25-28 letniej- będzie ideałem.
Pozdrawiam.
Zobaczcie co się stało.
Zmasowany atak zimy i tu zaskoczył drogowców;)
I to już naprawdę koniec:)
Buziaki.